Kolejne zawody - kolejny wpis. Tym razem o terenowym odpowiedniku Ironmana - XTerra. Zawody odbyły się w jednym z piękniejszych miejsc w Polsce - krakowskim Zakrzówku. W ramach XTerra Poland odbywały się także Mistrzostwa Polski w Cross-triathlonie, a możliwość wygrania slotów na Mistrzostwa Świata XTerra na Hawajach ściągnęła wielu zawodników zza granicy.
Przemyślenia przed startem
Szczerze mówiąc nie wiedziałem czego się spodziewać po trasie, ale mój rower, delikatnie mówiąc, odstawał od pozostałych maszyn z grubymi oponami, co najmniej dwa razy szerszymi niż moje. Średnia wieku jednak wychodziła około 40 lat, wiec nie przewidywałem dużej konkurencji w mojej kategorii wiekowej.
Krótka relacja z pierwszego triathlonu w tym sezonie. Równie krótka jak i same zawody, które odbywały się na dystansie 200m pływania, 10km roweru oraz 5km biegu.
Na zawody zdecydowałem się jakiś miesiąc, może dwa przed startem. Decyzja była dość łatwa - krótki dystans, dobre przetarcie przed sezonem, stosunkowo niska opłata startowa jak na zawody triathlonowe (60zł), start praktycznie pod domem.
Od razu na wejściu można było zauważyć, że zawody rozgrywane są w mocno koleżeńskiej i kameralnej atmosferze, co zdecydowanie sprzyjało przetarciu na początku sezonu. "Bez presji, bez spiny Panowie, na luzie i po piwo" - mniej więcej tak można było opisać czas przed startem.
10 sierpnia - blisko 72 godziny po starcie siadam do pierwszej analizy "na chłodno" moje startu w kolejnej połówce Ironmana, tym samym do drugiej imprezy sezonu, który... rozczarował.
Jeśli chodzi o samą organizację imprezy to nie będę się rozpisywał, polecam przeczytać większość opinii na temat imprezy z tego roku. W kilku słowach imprezę pod względem organizacyjnym można ocenić bardzo dobrze. Jak zawsze kilka rzeczy mogłoby być jeszcze lepsza, ale i tak należą się słowa uznania dla organizatorów.
Wszyscy dobrze znamy postanowienia noworoczne i to co zazwyczaj z nich wychodzi, nie chciałem więc, żeby moje cele na nadchodzący sezon pojawiły się zaraz po tym jak "5" została zastąpiona w kalendarzu na "6".
Pierwszą decyzją, którą podjąłem już pod koniec mijającego roku była decyzja o zdecydowanym ograniczeniu moich startów. Swoje "co tydzień" się już nabiegałem, listwę pełną medali za ukończenie biegów mam i ... chyba dojrzałem? Nie potrzebuję już startów co tydzień, zamiast zawodów trening w zupełności mi wystarczy. Teraz skupiam się na konkretnych, ważnych zawodach.
Oczywiście moim kalendarzu nadal są biegi dla mnie znaczące, takie, które darzę sentymentem:
Dawno nic nie pisałem, więc czas na wpis. Wyjątkowo nie o mnie.
W Runmageddonie wprawdzie brałem już udział w czerwcu (Classic - 12km), ale większe emocje zdecydowanie zafundował mi październikowy Rekrut (6km), w którym... nie brałem udziału. Startowała natomiast Kasia, która startowe otrzymała ode mnie w ... prezencie. Wykorzystałem jej słowa po czerwcowej edycji, że też by chciała wystartować, ale w krótszej edycji. Dwa razy nie musiała mi powtarzać, słowo się rzekło i już była zarejestrowana do Rekruta.
Bieg miał poprzedzać Wielki Finał Ligi Runmageddon, który miał się odbyć na drugi dzień, także na hałdach w Gliwicach-Sośnicy. Im bliżej było to dnia zawodów tym częściej Kasia powtarzała mi, że rezygnuje, że jednak nie chce startować, itp., wiedziałem jednak, że wystartuje... choć sam się zastanawiałem czy dobrze, że postawiłem ją w takiej sytuacji i "zmusiłem" do startu.
Dzień zawodów
Dzień zaczął się wyjątkowo, bo... Kasia zaspała, na szczęście odpowiednio wcześnie ją obudziłem, że nie miało to wpływu na czas dojazdu na start. Rejestrując Kasię brałem pod uwagę własne doświadczenie i zdanie na temat fal startowych. W pierwszej fali przeszkody są najmniej zużyte, wykorzystane, nie ma takich "korków" na przeszkodach, a także prysznice są jeszcze w miarę "czyste" i nieoblegane. Niekoniecznie wszystko sprawdziło się w przypadku Kasi, ale koniec końców uznała ten wybór za dobry.
Planowałem towarzyszyć Kasi wzdłuż całej trasy, choć w pewnym momencie stwierdziłem, że może ograniczę się do "ciekawszych" odcinków. Biegacz jednak na zawodach biegowych musi biegać i... ostatecznie praktycznie całą trasę pokonałem wraz z Kasią, dzięki temu możecie zobaczyć filmik z ciekawszych momentów trasy.
Kryzys na trasie
Prawdę mówiąc były dwa momenty na trasie, kiedy myślałem, że Kasia zejdzie z trasy. Czułem wtedy taką bezsilność, ponieważ z jednej strony chciałem mówić: "musisz iść dalej, nie możesz zrezygnować...", a z drugiej wiedziałem, że jeśli będzie do tego czuła przymus to zrobi to, wbrew sobie, będzie miała uraz i już nigdy więcej nie wystartuje, więc biernie stałem i czekałem, jaką decyzję podejmie.
Kolejne przeszkody były już formalnością, chociaż z pewnością dużego wysiłku kosztowały. Zazdrościłem przede wszystkim przeszkody prądowej, której na edycji w której ja startowałem nie było. Na koniec starcie z graczami futbolu amerykańskiego i ... meta.
Już nigdy więcej?
Po dotarciu na metę Kasia była szczęśliwa, że dotarła i zmieściła się w limicie czasowym, ale podjęła decyzję, że już nigdy więcej w takim biegu - przyjąłem do wiadomości. Nie minęły jednak 3 tygodnie i Kasia już mówi, że w przyszłym roku też wystartuje, kto wie... może na dłuższym dystansie.